W ten właśnie sposób dowiedziałem się, że nikczemny Konrad Mazowiecki, którego imię przeklinano na całym Śląsku, zaraz po odejściu Tatarów z Małopolski najechał i zajął z dawna upragniony Kraków, stając się panem zgliszcz i ruin, księciem szkieletów w pordzewiałych kolczugach, konnym upiorem na pobojowisku. Zagarnął chciwą ręką dziedzinę bratanka, niecnie korzystając z okazji, dając tym samym dowód, że słusznie pieczętuje się smokiem. Z pewnością nie obeszło się to wszystko bez podmówienia jego ruskiej małżonki, równej mu w podłości i okrucieństwie Agafii. Rezydując na Wawelu, zamyślał pewnie o zdobywaniu kolejnych ziem swoich piastowskich krewnych i staraniach o koronację, na którą zgody pewnie by u cesarza i papieża nie uzyskał, mimo względów zbratanych z nim Krzyżaków, zbyt bowiem podejrzane były jego konszachty ze wschodnimi odszczepieńcami od prawdziwej rzymskiej wiary, greckimi schizmatykami. Tymczasem zadowalał się prześladowaniem tych duchownych i rycerzy, których uznał za swoich wrogów, nad którymi srożył się nie gorzej od Tatarzyna. Trwało tak do czasu aż przepędził go z powrotem na Mazowsze wierny zawsze domowi Leszka Białego wojewoda Klemens z Ruszczy, pokonując na czele zbuntowanych oddziałów wiarołomnego Konrada pod Suchodołem. Tymczasem powrócił z Węgier, pośród wielu przygód i niesłychanych niebezpieczeństw, młodziutki Bolesław z małżonką. Zrażone postępowaniem jego zbrodniczego stryja rycerstwo małopolskie okrzyknęło niemal jednogłośnie wątłego młodzika krakowskim księciem. Tak czy owak jasne było, nawet dla nieuczonych niewiast, że Kraków jest dla nas, Ślązaków, w tej chwili stracony. Podobnie zresztą wykorzystało czas zamętu rycerstwo wielkopolskie, które zrzuciwszy nasze zwierzchnictwo, powołało na tron Przemyśla i Bolesława, synów niedawno zmarłego w dymach kadzideł i oparach pobożności Odonica. Stało się to pomimo sprzeciwu rodu Zarębów, wiernie trwających przy Śląsku, przeważyli wszakże liczniejsi zwolennicy Nałęczów. Oba te rody wiodły ze sobą zadawnioną i krwawą waśń, czyli tak zwaną wróżdę, datującą się jeszcze od czasów Mieszka Starego. Raz jeden, raz drugi ród zyskiwał w owej prywatnej wojnie przewagę. Do tych spraw wielkopolskich będę miał jeszcze okazję nieraz powrócić. Zbudowana z niemałym trudem monarchia śląskich Henryków rozsypywała się zatem na naszych oczach jak nie ukończona wieża legnickiego kościoła Marii Panny i nikt nie był w stanie się temu przeciwstawić. Można się było tylko zadumać w owej chwili nad niestałością pani Fortuny, wiecznej zalotnicy i uwodzicielki. .

Dramatyczny odwrót z Kyirongu. A potem przypomniał sobie o systemie zraszającym trawniki. Ktoś musiał dodać do wody jakiś środek chemiczny, który uśpił całe miasto!. - Uogólnienia są zawsze niebezpieczne - odpowiedziała. - Nie jestem takim sobie, zwykłym Waisem.. Można by postawić pytanie, czy sposób życia i kultura Tybetu nie kompensują wielu zdobyczy techniki? Gdzież na Zachodzie spotkać można tak wielką uprzejmość? Tutaj nikt nie „traci twarzy”, nikt nie jest napastliwy. Przeciwnicy polityczni traktują się z wzajemnym szacunkiem i uprzejmością i pozdrawiają się grzecznie na ulicy. Kobiety pochodzące z arystokracji są zadbane i kulturalne, mają znakomity gust i wspaniale pełnią rolę pani domu. Nikogo by nie zdziwiło, gdybyśmy - dwaj kawalerowie - wzięli sobie do prowadzenia domu jedną lub kilka kobiet, a nasi tybetańscy przyjaciele proponowali nawet, abyśmy wzięli razem chociaż jedną. W chwilach samotności nosiłem się niekiedy z myślą, aby znaleźć sobie towarzyszkę, ale jeśli nawet spodobała mi się jakaś dziewczyna, było mi trudno się zdecydować. Obawiałem się, że nasz kontakt duchowy byłby niewystarczający, a inne rzeczy nie miały dla mnie aż tak wielkiego znaczenia, aby wiązać się z dziewczyną na stałe. Najchętniej sprowadziłbym sobie żonę z Ojczyzny. Ale najpierw brakowało mi na to środków, a później na przeszkodzie stanęły wydarzenia polityczne.. - Przestańcie - wtrącił się Ellis..